Albertus poleca
Nowe wydanie
Nowości
Podatki 2012 Aneta Flisek
Cena: 63,80 zł

Plan kont z komentarzem dla instytucji kultury Urszula Pietrzak
Cena: 167,60 zł

Okoń Radosław Nawrot
Cena: 42,00 zł

Podatkowa księga przychodów i rozchodów. Praktyczne problemy prowadzenia - 2012 Rafał Styczyński
Cena: 69,30 zł

Kadry i płace 2012 Agnieszka Jacewicz, Danuta Małkowska
Cena: 172,40 zł

Dokumentacja pracownicza 2012
Mroczkowska Renata, Potocka-Szmoń Patrycja
Cena: 172,40 zł

Rachunkowość małych i średnich przedsiębiorstw 2012 Roman Niemczyk
Cena: 133,40 zł
A nie mówiłem Robert Gwiazdowski
Cena: 31,00 zł

Gdzie zaczyna się jutro Vaclav Klaus
Cena: 25,60 zł

Podręcznik projektowania architektoniczno budowlanego Ernst Neufert
Cena: 99,00 zł
Zapowiedzi
Na fejsie z moim synem Janusz Leon Wiśniewski, Irena Wiśniewska
Cena: 33,90 zł

Mężczyźni wolą krągłości Pierre Dukan
Cena: 29,60 zł

Wywiad z historią Fallaci Oriana
Cena: 50,90 zł

Zieleń Szmaragdu Kerstin Gier
Cena: 29,60 zł

Mój brat obalił dyktatora
Haszczyński Jerzy
Cena: 28,80 zł

Kwiaty na poddaszu Virginia C. Andrews
Cena: 29,60 zł

Dziewczyna na Times Square Paullina Simons
Cena: 33,80 zł

Pasje utajone Stone Irving
Cena: 59,40 zł

Kobieta w lustrze
Eric-Emmanuel Schmitt
Cena: 31,50 zł

Kobieta która widziała za dużo Mirecka-Ploss Kaya
Cena: 29,60 zł

|
Wędrujący świat
Wydawca: Prószyński i S-kaData wydania: Kwiecień 2008ISBN: 978-83-7469-712-5Liczba stron: 440Format: 14,5 x 22,5 cmRodzaj oprawy: miękka
Nasza cena
31,40 zł
Produkt obecnie niedostępny

Ocena klientów:  
Opis książki Wędrujący świat:Kto powiedział, że ekonomia musi być nudna? Z pewnością nie profesor Grzegorz W. Kołodko, jeden z największych światowych autorytetów w tej dziedzinie, a zarazem doświadczony polityk, zapalony podróżnik i znakomity popularyzator wiedzy.
„Wędrujący świat” to dzieło wielowątkowe i niezwykle barwne, zaskakujące rozmachem, a zarazem ujmujące żywym i przystępnym językiem, dzieło tyleż naukowe, co literackie. To fascynująca wędrówka, w której przekraczamy granice między dziedzinami nauki, kontynentami i pokoleniami. Wykraczamy także poza tradycyjny tekst, książkę bowiem uzupełnia powiązany z nią serwis internetowy www.wedrujacyswiat.pl.
„Wędrujący świat” to frapujący przewodnik po współczesności i wskazówka na przyszłość, otwierająca oczy i umysły książka dla wszystkich ciekawych prawdy o świecie, w którym żyjemy. Fragment książki:
Rozwiń >>
Współzależności chadzają niekiedy nader zawiłymi ścieżkami. Bywa, że prawie w ogóle w analizach niedostrzeganymi i stąd szerzej nieznanymi. Dwa wieki temu do zniesienia niewolnictwa na Karaibach przyczyniły się zakłócenia w handlu powodowane utarczkami i imperialistycznymi wojnami pomiędzy Anglią i Francją, co zbyt podnosiło ceny cukru wytwarzanego z trzciny uprawianej na karaibskich plantacjach przez niewolniczą siłę roboczą. Na takim tle z początkiem XIX wieku bardziej opłacalna stała się jego produkcja na bazie uprawianych w Europie, zwłaszcza wschodniej, buraków cukrowych. Pod wpływem spadku popytu na cukier z tropikalnych Karaibów spadała też pozycja i siła tamtejszych plantatorów. W tym samym czasie ruch abolicjonistów nabierał siły i rozmachu – i na wyspach karaibskich, i na Wyspach Brytyjskich. Jak już wiemy, w 1807 roku w Anglii zniesiono niewolnictwo. I tak oto w tamtej fazie globalizacji Europa Wschodnia – choć niechcący, ale jednak – przyczyniła się do zniesienia haniebnego niewolnictwa w Indiach Zachodnich. I to bynajmniej nie z tego powodu, że tysiące polskich żołnierzy, którzy w 1803 roku weszli do wysłanego przez Napoleona (1769-1821) Haiti korpusu ekspedycyjnego, zorientowało się, iż nie za wzniosłe ideały rewolucji mają tam walczyć i ginąć, ale w obronie banalnych interesów kupców z Bordeaux. Przeszli zatem na stronę rebelianckiego czarnoskórego generała Toussainta L’Ouverture’a walczącego z kolonizatorami. Choć wielka była rola tego syna porwanego z Senegalu niewolnika i bojownika o zniesienie niewolnictwa, upadło ono w jeszcze większej mierze wskutek relacji podaży i popytu, a w ślad za tym spadku cen i opłacalności produkcji trzciny i buraków cukrowych. Tak jak niewolnictwo rozwijało się w wyniku ekspansji transatlantyckiego i globalnego handlu, tak i przy zbiegu określonych okoliczności – gdy pewne rzeczy działy się naraz – poczęło ono upadać. Także dzięki naszym burakom cukrowym.
Wracając do teraźniejszości, już nie tylko – co łatwiej zrozumieć – od podaży ropy naftowej na giełdzie w Rotterdamie zależy cena paliwa na stacji benzynowej w Wiedniu czy też cena kawy w osiedlowym supermarkecie zależy od urodzaju w Brazylii. Obecnie podaż chińskiej konfekcji decyduje o stanie zatrudnienia w przemyśle włókienniczym w Meksyku, płace w amerykańskim przemyśle samochodowym są zdeterminowane ilością aut zjeżdżających z japońskich taśm produkcyjnych, prywatyzacja kopalń w Jakucji przesądza o cenie diamentów na Piątej Alei w Nowym Jorku. Teraz rozwój całych przemysłów w jednych krajach jest funkcją poziomu popytu w innych. Wysokość bezrobocia w Unii Europejskiej zależy od stanu zatrudnienia w Azji. Ceny mieszkań w Polsce są śrubowane spekulacyjnym popytem poszukujących lokat Irlandczyków, a warszawiacy śrubują ceny apartamentów we Lwowie. A później wszyscy razem wywindują ceny w zachodniej Syberii. Decyzje jednych rządów wpływają na koniunkturę gospodarczą w innych państwach. Banki centralne, manipulując stopami procentowymi i swoimi rezerwami, współdecydują o cenie pieniądza, czyli o kursie walutowym w innych krajach.
(…)
Obecnie chiński przeciętny dochód to już połowa polskiego albo jedna piąta amerykańskiego. Gdyby Chiny przez następne pokolenie kontynuowały tempo rozwoju cieszące poprzednią generację, to za następne trzydzieści lat PKB byłby znowu o prawie dwanaście razy większy. Proste porównania mówią zatem, że z jednej strony byłby on w roku 2037 szokujące prawie 140 razy większy aniżeli w roku 1977. Z drugiej strony, wynosząc około 97 tysięcy dolarów, byłby to poziom przekraczający o 35 procent dzisiejszy najwyższy na świecie pod tym względem standard maleńkiego Luksemburga (480 tysięcy ludności, czyli 2750 razy mniej niż w Chinach).
Chiny to nie tylko współczesny ewenement. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że już kiedyś ich miejsce w gospodarce światowej było znacznie silniejsze niż obecnie. Gdy Europa powoli dźwigała się ze swoich stagnacyjnych wieków średnich i ożywiała podczas renesansu nie tylko kulturę, ale i gospodarkę, wkład Chin do światowej produkcji był relatywnie dużo większy aniżeli współcześnie. W 1600 roku sięgał on 29 procent, po stu latach – wskutek hamującej ekspansję centralizacji i zachowawczości (dziś powiedzielibyśmy „antyreformatorskiego” nastawienia) cesarskiej władzy z jej biurokracją – obniżył się do około 22 procent, aby potem (tym razem wskutek otwarcia i reformatorskości pekińskiego dworu i jego administracji) skoczyć aż o dziesięć punktów i sięgnąć blisko jednej trzeciej światowej produkcji w 1820 roku.
Wtedy to ostro wystartowała Europa i Ameryka Północna, Chiny zaś zwolniły niebywale, ponownie w sposób szkodliwy dla rozwoju centralizując władzę i ograniczając swoje kontakty zewnętrzne. Po dwu pokoleniach, w 1870 roku ich udział w światowym PKB spadł do jakichś 18 procent, w przeddzień I wojny światowej wynosił tylko 9 procent, a w chwili powstania Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku był znowu dwa razy mniejszy. Te marne niecałe 5 procent udziału w produkcji światowej utrzymało się w zasadzie przez wszystkie lata rządów Mao Zedonga, podczas których produkcja rosła mniej więcej w takim samym tempie jak przeciętnie na całym świecie. Dzisiaj PKB chiński to znowu ponad 16 procent światowej produkcji, podobnie jak 140 lat temu. Wtedy jednak Europa Zachodnia, Ameryka Północna, a zwłaszcza Japonia się rozpędzały, a Chiny drastycznie spowalniały. Dlaczego? I czy podobna sekwencja może powtórzyć się w przyszłości?
Chiny to już ostatni „skok” na ziemski bank z jego ograniczonymi zasobami. Tego na taką skalę nikt nigdy nie powtórzy. I mimo że wielu radzi, aby nie mówić kategorycznie „nikt”, „nigdy”, to powtórzę – nikt nigdy, bo coś takiego na Ziemi nie jest już możliwe. Ani w Afryce, ani w Ameryce Łacińskiej, ani w posocjalistycznych krajach Europy Środkowo-Wschodniej i Azji. Może to udać się co najwyżej w jednej czy w kilku małych lub średnich gospodarkach, ale nie na szerszą skalę, a tym bardziej na całym świecie. Chyba że nadejdzie zupełnie, ale to zupełnie nowa epoka w jego dziejach polegająca na tym, iż wpierw nastąpi jakieś pandemonium i wielkie cofnięcie, a potem znowu wielkie przyspieszenie. Tak jak po antyku wpierw nastały stagnacyjne wieki średnie i potem bujny renesans. Wykluczyć tego zupełnie nie można.
Wiemy już, że rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją, ponieważ wiele rzeczy dzieje się naraz.
(…)
…coraz bardziej potrzebna będzie polityka na skalę planetarną, potrafiąca twórczo rozgrywać współzależności typowe dla współczesnej gospodarki. Stanęliśmy wobec dość ostrej alternatywy: instytucjonalizacja globalizacji versus narastający brak koordynacji i chaos. Nowy ład instytucjonalny będzie rodził się w bólu. I na dodatek powolnie. W bólu, ponieważ możni tego świata odczuwają boleści, gdy przychodzi im oddać nieco pola innym. Przywykli bowiem do divide et impera w starym stylu, a tu nadeszły nowe czasy. I rządzić trzeba będzie trochę inaczej, i dzielić tak niesprawiedliwie jak dotychczas też nie będzie można. Powolnie, gdyż nie zostanie on odgórnie zaprojektowany (mimo że jest to teoretycznie możliwe), lecz będzie powstawał w trakcie znojnego procesu praktycznego uczenia się. Nigdy tak nie było – i nie będzie – by udało się układ instytucjonalny wpierw inteligentnie zaprojektować, na podstawie najlepszych kanonów nauki o zarządzaniu, ekonomii, socjologii i psychologii, a potem go wdrożyć do pragmatyki. Zawsze tak było – i będzie – że rodzi się on jako wypadkowa gry interesów, a wiedza pełni w tym teatrze życia zaledwie rolę suflera.
Za marnowanie czasu i przejaw naiwności należy uznać podszyte nostalgią (i megalomanią zarazem) pragnienie odbudowy hegemonii USA i nadania im na trwałe pozycji przywódcy świata. Ich wyjątkowa pozycja supermocarstwa, które w dużym stopniu mogło dyktować i warunkować reguły gry, także ekonomicznej, była krótkotrwała. Raptem niecałe dwie dekady, od rozkładu ZSRR do końca bieżącego dziesięciolecia. W książce zatytułowanej Druga szansa (Second Chance) Zbigniew Brzeziński, wielki rzecznik amerykańskiej sprawy, próbuje przekonywać, że gdyby nie błędy trzech ostatnich prezydentów, zwłaszcza popełnione w czasie ośmioletnich rządów przez George’a W. Busha, USA mogłyby utrzymać swoją dominującą pozycję. Być może, ale tylko pod warunkiem, że byłyby skłonne nieco ze światem się podzielić. Ale – niestety – nie były i, co gorsza, nadal nie są. Brzeziński wierzy w to, że jest jeszcze na taki Pax Americana szansa. Wystarczy tylko, by Amerykanie w 2008 roku dobrze wybrali prezydenta, który z kolei dobrze wybrałby wartości i sposoby rządzenia globalnymi sprawami. Dodaje przy tym, że trzeciej szansy już nie będzie. Otóż myli się, nie ma bowiem już tej drugiej szansy, która wciąż marzy się niektórym. Pozycja Stanów Zjednoczonych w XXI wieku może zmienić się podobnie jak Hiszpanii w XVII. To wtedy też było światowe supermocarstwo, tyle że hiszpański przemysł nie musiał wiele wytwarzać, bo kraj mógł wszystko kupić, głównie za kruszce przywiezione z kolonii. Do czasu. Podobnie jak się to dzieje w warunkach unikatowej pozycji USA z ich dolarem. Dobrze to czy źle?
To zależy. Świat bowiem bez amerykańskiego przywództwa może być zarówno lepszy, jak i gorszy. Bez Hiszpanii w tej roli poradziliśmy sobie, bo wyłoniła się jako globalny lider Anglia. Jak będzie tym razem? Zaiste Stany Zjednoczone, jak nikt nigdy w dziejach, miały ostatnio wyjątkowy wpływ na sprawy świata. Mogły zatem zdecydowanie lepiej – bardziej prorozwojowo i koncyliacyjnie – ustawić rządzące nim instytucje. Czyniły to jednak w zbyt dużej mierze pod kątem własnych partykularnych interesów. I to na dodatek źle, bo krótkowzrocznie i bez dalekosiężnej wizji, bardziej mentorsko niż partnersko. Tracąc przeto swoją drugą i ostatnią szansę na podyktowanie planetarnego ładu instytucjonalnego, zostawiają nas w sporym chaosie na tej niwie. Niedobrze.
Ale to jest zarazem szansa.
(…)
Podczas gdy niektóre społeczeństwa będą się liczebnie zwiększać, inne będą się zmniejszać. W Sudanie liczba mieszkańców ma skoczyć z obecnych 39,4 do 73 milionów w 2050 roku, a w Polsce ma spaść z 38,5 do zaledwie 30,3 miliona (tyle wynosiła w 1962 roku). Relacja z 1:1 zamieni się na 5:2. Prognozuje się wzrost liczby obywateli Pakistanu ze 164,7 do 292,2 miliona. Za to Japończyków ma być 102,5 wobec 127 milionów teraz. Relacja z 13:10 podwaja się z nawiązką do 28:10. Australijczyków teraz jest 20,4, a za dwa pokolenia ma ich być 28 milionów. Z kolei po drugiej stronie Oceanu Indyjskiego, w jakże biednym Mozambiku, teraz żyje tyle samo mieszkańców co w bogatej Australii, ale w 2050 roku ma być ich już 39,1 milionów. Relacja rośnie z 1:1 do 7:5.
Ale i tu, i tam – i wszędzie – społeczeństwa będą się starzeć. Tak jak ludzie, tyle że w odróżnieniu od nich nie odejdą, ale pozostaną na miejscu, z wszystkimi tego konsekwencjami kulturowymi, społecznymi, politycznymi, ekonomicznymi i finansowymi. Pozostaną, ale niekoniecznie wszyscy tam, gdzie się rodzą, bo niektórzy masowo ruszą się z miejsca. Wtedy wszystkie te prognozy wezmą w łeb. Okaże się bowiem, że w połowie wieku mnóstwo mieszkańców Australii będzie się wywodzić w pierwszym i drugim pokoleniu ze wschodniej Afryki. Albo że miliony Japończyków będą miały pochodzenie pakistańskie. Albo że na polskich ulicach będzie dużo barwniej niż obecnie.
Najszybciej starzeć się będą społeczeństwa najzamożniejsze. Przykładowo, już w 2030 roku w Niemczech będzie około 30 procent ludności w wieku ponad 65 lat. Za 30 lat w USA będzie tyle ludzi powyżej 85, co poniżej 5 lat. Ten proces już widać nie tylko w statystykach, ale wszędzie, chociażby na plażach południowej Florydy. Opalający się tam są coraz starsi i jeszcze starsi będą; na plażach w pobliżu Naples dziewczyny mają średnio po jakieś 70 lat...
(…)
Jakościowo odmiennie ludzie – jednostki i społeczeństwa – podchodzić będą do kwestii zatrucia środowiska, jego zaśmiecania i niszczenia. Nie tylko będą pełni deklaratywności w sprawie walki o jego czystość, ale będą to wymuszać realnie, poprzez swoje postawy i akceptowane już wtedy przez wszystkich bez mała zachowania. Będą to traktować tak jak obecnie palenie papierosów, a przecież stosunek do tej dewiacji zmienił się bardzo szybko, na przestrzeni zaledwie ostatnich paru dekad. Już widzimy symptomy rzeczonych zmian, ale za kilkadziesiąt lat będzie to epokowa różnica. Tak jak dzisiaj są kraje, w których ludzie nie wyobrażają sobie, że mogliby rzucić śmieć pod płotem sąsiada (niestety, są i takie, gdzie sobie to nie tylko wyobrażają), tak z biegiem czasu coraz więcej będzie takich ludzi – znowu, osób i narodów – którym przez myśl nie przejdzie, że można zanieczyszczać środowisko gdziekolwiek, u siebie czy u sąsiadów. Będą to wiekopomne zmiany kulturowe o daleko idących implikacjach ekologicznych i gospodarczych.
Regulowany w pewnym zakresie będzie klimat, zmniejszając zagrożenie klęskami żywiołowymi, choć w najbiedniejszych regionach, zwłaszcza w subsaharyjskiej Afryce, niedostatki wody powodowane anomaliami pogodowymi mogą dokuczać dużo mocniej niż obecnie. Dający się za naszych czasów coraz bardziej we znaki efekt cieplarniany poddawany już będzie częściowej kontroli. Ku zadowoleniu co poniektórych spowoduje to także zmiany umożliwiające eksplorację złóż dotychczas całkowicie niedostępnych. W szczególności wskutek rozpuszczania się czapy lodowej na Oceanie Arktycznym, wokół bieguna północnego, możliwe (i opłacalne) będzie wydobywanie wielu surowców mineralnych. Amerykańska Służba Geologiczna szacuje, że aż czwarta część nieodkrytych jeszcze złóż surowców energetycznych tam właśnie leży.
Na wszelki wypadek w brawurowej, a zarazem perfekcyjnej z technicznego punktu widzenia operacji Rosjanie spuścili dwa batyskafy o słusznej nazwie MIR – a więc i świat, i pokój – na dno oceanu, 4200 metrów poniżej bieguna,
i „wbili” tam swoją tytanową flagę. Podobnie jak Amerykanie w 1971 roku na Księżycu, tyle że stamtąd żadnych surowców i za lat sto nikt nie będzie przywoził, gdyż ani ich tam aż tak wiele nie ma, ani nie miałoby to ekonomicznego sensu, a nade wszystko dlatego, że nadal będzie to technicznie niemożliwe.
Z Moskwy do San Francisco będzie się leciało półtorej godziny. Zarówno dojazd na lotnisko, jak i odprawa na lotnisku trwać będzie dłużej niż podróż przez dwa kontynenty i dzielący je ocean. Pięć-sześć godzin w drodze, półtorej w powietrzu i stratosferze. Miast kart kredytowych czy paszportów (te dalej będą, nie mniej ważne niż teraz) starczy dotknięcie palcem albo spojrzenie swoim okiem w spozierające na nas zewsząd oko elektroniczne. Umundurowani ludzie nadal też będą nam się przyglądać, a specjalnie tresowane psy nas obwąchiwać. Będą też elektroniczne psy, które może wąchać będą lepiej, ale już nic ponadto.
Nie trzeba będzie pisać SMS-ów ani e-maili, bo wystarczy wypowiedzieć myśl, by ją przekazać do adresata. Ten natychmiast ją usłyszy albo zobaczy.
W domu będzie można obejrzeć każdy kiedykolwiek zrealizowany film czy też posłuchać nagrań koncertowych w najrozmaitszych wykonaniach poprzez wybór pożądanej pozycji na cyfrowej konsoli. Niekoniecznie trzeba będzie dotykać i naciskać, wystarczy powiedzieć, czego się chce. Stworzenie świata Haydna w wykonaniu English Baroque Soloists pod batutą Johna Eliota Gardinera – i już słychać. Czerwona pustynia Michelangela Antonioniego – i już można oglądać. Albo The Wall Pink Floyd – i już słychać i widać. Należność automatycznie zostanie ściągnięta z elektronicznego rachunku bankowego, więc nadal będziemy żyli w ułudzie, że to niby nic nie kosztuje.
To wszystko dla jednych. Inni będą żyć w biedzie…
Opinie klientów
Dodaj własną opinię
|
|
Agnieszka, 02-04-2008
Książka fantastyczna!!! Przeczytałam jednym tchem!!! |
|
|
Normalny czytelnik, 04-04-2008
Na wstępie informacja - nie jestem ekonomistą . Za to jestem normalny (tak mi się zdaje) Jestem już po lekturze. Fantastyczna. Kołodko na stronach książki pięknym językiem, zaskakując nas niespotykaną erudycją, rozprawia się z mitami i z zakłamaniem, Opisuje zasady funkcjonowania ekonomii światowej. Część historyczna cudowna. Czytałem ją dwa razy. Przy Liście do..... polały mi się łzy. Przeczytajcie a otworzą Wam się oczy, przestaniecie siedzieć przed telewizorami i zastanowicie się nad niektórymi wypowiedziami znanych osób. Czytać i jeszcze raz czytać!!! |
|
|
Wiesław z Gdyni, 10-04-2008
Ta książka to masakra piłą mechaniczną na idiotach.
Polecam każdemu! |
|
|
Ola, 14-04-2008
fantastyczna książka, od której nie można się oderwać! gratulacje dla Autora za niesamowitą umiejętność posługiwania się słowem w taki sposób, że nawet najbardziej skomplikowane kwestie, stają się zrozumiałe dla każdego-bez względu na wykształcenie. Gorąco polecam! |
|
|
Ewa, 21-04-2008
Nareszczie coś pobudzającego do myślenia! |
|
|
Elzbieta -Anna, 28-05-2008
Książka dla wszystkich napisana ludzkim językiem,
Niezwykle pouczająca , wrazliwa na mijający bezpowrotnie czas i miejsca na ziemi.
To świetny poradnik o historii premian na naszym globie, bogata w ciekawostki.
Godna polecenia. |
|
|
Jot-eR, jarutkowski@poczta.onet.pl, 30-05-2008
Byłem dziś na promocyjnym, wykładzie wielkiego Polaka Prof. G.Kołodko i jestem pod wielkim wrażeniem. Więcej będę mógł powiedziec po przeczytaniu " Wędrujacy Świat". W tym momencie przychodzi mi do głowy taki żart o pięknej żonie, która ma wszystkie zalety, ale ma wielką wadę - nie jest obca. Gdyby Prof. Kołodko był np Amerykaninem to wszystkie, pod jego adresem uszczypliwości i wątpliwości nie miałyby miejsca-automatycznie byłby uznany za wielki autorytet. |
|
|
Kate, 08-06-2008
Dzięki takiej ksiażce możemy zobaczyć cały obraz, a jest to niezwykle ważne.
Nie sposób jednoznacznie określić, co jest najbardziej interesujące. Dla mnie niezwykle wymowne było przedstawienie różnic w poziomie życia. Porównanie ubogiej rodziny żyjącej w Nigrze i bogatej Szwajcarskiej rodziny pozwala wyobrazić sobie jak wielkie przepaści nadal występują. Obie rodziny łączy cebula, którą jedni produkują, a drudzy kupują za niebotyczne pieniądze. Nie zabrakło też odniesienia do globalizacji czy rozwoju społeczno-gospodarczego. Całość w ujęciu światowym, z akcentem polskim. |
|
|
Andrzej Pio0trowski, pako@chello.pl, 20-07-2008
taksiążka powinna być literaturą obowiązkowa dla posłów, np. Pani Beger. Również powinnna być przeczytana przez członków zarządu TIGER - nie robiliby błedów w trakcie uczestniczebnia w przetargach. Autor ksiązki prowadzi dla Nich wykłady. |
wow
 |
Malwina Kraków, 19-10-2008
książka nudna!! |
Żal mi ludzi którym ta kziążka się podobała!
  |
Daniel, 22-10-2008
Naprawdę ludzie którym ta książka się podobała mają naprawdę nuuuudne życie. Przecież tego się czytać nie da. Nie wiedziałem, że coś da się opisać tyle razy i za każdym razem używać innych słów. To coś został bestsellerem chyba tylko dlatego, że rozdawali to za darmo dla każdego uczestnika olimpiady ekonomicznej. UWAGA |
|
|
Agata, agata.janczuk@yahoo.pl, 25-10-2008
Wspaniale napisana ksiazka. Jestem ciagle pod jej wrazeniem. Ogromna wiedza i bardzo piekny jezyk. Pokazuje swiat i ludzi w nim zyjacych, ktorych tak czesto dzieli przepasc. Kazdy z nas powinien te ksiazke przeczytac. Pozdrawiam prof. Kolodke |
|
|
Roman Mróz, 31-10-2008
Już wówczas Profesor chciał trafić do widzów.
Ale "uczynne" media zaraz to ośmieszyły.
Doskonała książka bo prawdziwa. |
Zawiedziony
 |
marian, 06-02-2010
Nudna ksiązka. O wszystkim czyli o niczym. Napisana przez komunistę, czyli kapitalizm jest zły. Oprócz tego wiele znanych juz oratorskich popisów autora. To juz było. |
Jestem rozczarowana
 |
Bożena, 11-02-2010
Jestem rozczarowana tą książką. Wiele reklamy, wiele szumu, a czyta się z trudem. Cięzko przebrnąć przez rozbudowane do granic wytrzymałości zdania, przesadzony styl i wlelowątkowość. Jeśli ksiązka jest o wszystkim, to jest o niczym. Do tego żadnych zdjęć tylko słowa, słowa przez ponad 400 stron. Trudno to przetrawić. |
Polecamy następujące książki:
|
|
|
|
| | Ostatni czytelnik - David Toscana | Saturn - Jacek Dehnel | Ku słońcu - Inga Iwasiów | Muzeum niewinności - Orhan Pamuk | | Tajemnicza i kunsztowna opowieść o życiu i literaturze, przenikających się w zaskakujący sposób. Tytułowy ?ostatni czytelnik? to stary bibliotekarz, żyjący w małym, meksykańskim miasteczku, opiekujący.. | Saturn, najnowsza powieść Jacka Dehnela, jednego z najgłośniejszych pisarzy młodego pokolenia, to przejmująca opowieść o życiu w cieniu geniusza. O niszczącej presji, jaką na syna wywiera potężny i de.. | Refleksyjna powieść obyczajowa, umiejscowiona we współczesnym Szczecinie. Magda, córka Jana i Marysi (znanych z powieści ?Bambino? nominowanej do wielu nagród w 2009 roku), powraca po latach z zagrani.. | Pamuk o miłości niemożliwej O książce Historia pierwszej miłości, najpiękniejszej, nieszczęśliwej. Poruszające, niezwykle osobiste dzieło Orhana Pamuka. Pierwsza powieść tego autora napisana po pr.. | | 22,40 zł | 34,10 zł | 28,10 zł | 41,90 zł |
Nowości w księgarni:
|
|
|
|
| | Ksiądz Paradoks Biografia Jana Twardowskiego - Magdalena Grzebałkowska | Latarnik - Camilla Lackberg | Pani Shaladoru - Anne Bishop | Marzenie Celta - Mario Vargas Llosa | | Nieznane oblicze "księdza od biedronek". Wszyscy znamy księdza Jana Twardowskiego, ale niewiele o nim wiemy. Jaki był naprawdę? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Magdalena Grzebałkowska, która do.. | Inspektor policji Patrik Hedström wraca do pracy po długim zwolnieniu. Próbował porządnie odpocząć, opiekując się żoną Ericą i przedwcześnie urodzonymi bliźniakami. Ledwie przekroczył próg komisariatu.. | Przed wiekami Shaladorczycy, uchodźcy ze zniszczonego terytorium, znaleźli schronienie w Dena Nehele. Nim jednak zdążyli zadomowić się w nowym miejscu, władzę przejęły tam okrutne królowe. Zabraniały.. | Najnowsza powieść Mario Vargasa Llosy. Fascynująca podróż w otchłań ludzkiej natury Roger Casement siedzi w celi śmierci. Nie wie, jak skończy się walka o jego życie. W zamknięciu zmaga się z demona.. | | 38,40 zł | 34,10 zł | 35,80 zł | 38,40 zł |
Bestsellery:
|
|
|
|
| | Dziennik zażaleń - Anatol Potemkowski | Gra o tron - George R. R. Martin | Miłość w stylu retro - Sophie Kinsella | Miasto upadłych aniołów - Cassandra Clare | | Autobiografia pisarza-satyryka, felietonisty "Szpilek" i "Rzeczpospolitej", słynnego Megana. Z autoironicznym poczuciem humoru Anatol Potemkowski opisuje swoje egzotyczne wczesne dzieciństwo w Konstan.. | Część 1 sagi Pieśń Lodu i Ognia.
W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy,.. | Książka autorki powieści "Wyznania zakupoholiczki". Historia Lary, sympatycznej młodej kobiety, którą właśnie opuścił ukochany Josh i która ma kłopoty ze swą firmą. Znerwicowaną bohaterkę nawiedza..... | Miłość. Krew. Zdrada. Zemsta.
Kto przejdzie na stronę mroku? Kogo dopadnie miłość, a czyj związek nie przetrwa próby czasu? I kto zdradzi wszystko, w co do tej pory wierzył?
Czwarta część ekscytując.. | | 29,90 zł | 41,90 zł | 34,10 zł | 33,40 zł |
Zapowiedzi:
|
|
|
|
| | Lepiej palić fajkę niż czarownice - Adam Boniecki | Samotna wędrówka przez Afrykę - Fran Sandham | Nie wierzę w życie pozaradiowe - Marek Niedźwiecki | Ja Steve - | | To będzie książka wydarzenie! Po tym, jak ksiądz Adam Boniecki otrzymał od swego przełożonego polecenie, by ?ograniczyć swoje wystąpienia medialne?, rozpętała się w Polsce dyskusja o granicach wolnośc.. | "Samotnie i pieszo przez Afrykę bez zaplecza i zabezpieczeń, bez organizatorów, tragarzy i sponsorów, bez ekipy filmowej i bez dziennikarzy, bez kłopotów, bez tłumów wiwatujących i bez żadnych zobowi.. | Marek Niedźwiecki wyłącza mikrofon i po cichu opuszcza Myśliwiecką. W domu czekają na niego Billie Holiday (na chandrę) i Genesis (w godzinie melancholii). Zaszywa się pośród płyt, w ciepłym szlafroku.. | Cytując ponad dwieście wypowiedzi zmarłego 5 października 2011 roku Steve?a Jobsa, ta książka oddaje hołd wielkiemu wizjonerowi, inicjatorowi rewolucji technologicznej i twórcy jednej z najbardziej or.. | | 25,60 zł | 31,60 zł | 29,90 zł | 25,60 zł |
|
Brak produktów w koszyku
Zamów jeszcze za 175 złotych,
by otrzymać darmową wysyłkę
Książka dnia
Wyjątkowo niska cena
Bestsellery
Leksykon VAT 2012 Janusz Zubrzycki
Cena: 287,90 zł

Komentarz do planu kont dla jednostek budżetowych i samorządowych zakładów budżetowych Z płytą CD Maria Augustowska
Cena: 250,00 zł

Plan kont z komentarzem 2012. Handel Produkcja Usługi Jerzy Gierusz
Cena: 239,90 zł

Kodeks pracy 2011. Komentarz Barbara Wagner
Cena: 231,00 zł

Kodeks pracy 2011 Tadeusz Fijałkowski
Cena: 83,80 zł

Mikroekonomia Marek Rekowski
Cena: 41,50 zł

Kodeks Drogowy Komentarz z orzecznictwem NSA, SN i TK (część 1 i 2) Stanisław Soboń
Cena: 92,70 zł

Słownik języka prawniczego i ekonomicznego. Tom I. Niemiecko-polski Alina Kilian, Agnieszka Kilian
Cena: 144,50 zł

Zakładowy plan kont Marian Pałka
Cena: 152,70 zł

Elementy prawa dla ekonomistów Wojciech Siuda
Cena: 35,50 zł

Paczkomaty
|